Ile można zarobić na detektywistyce ?

Ile można zarobić na detektywistyce ?

Zdradzony płaci raz

Oszukani małżonkowie to intratni klienci, ale nie wracają.
Dlatego detektywi znacznie bardziej wolą tropić przestępców gospodarczych.

– Życzyłbym sobie, żeby 90 proc. spraw,
które prowadzimy, to były sprawy biznesowe.
Weryfikacja nieuczciwego partnera
biznesowego, pracownika czy wykrycie
szpiega w firmie nie jest wcale łatwiejsze,
jednak emocje im towarzyszące są o wiele
mniejsze. Poza tym, gdy nawiąże się
współpracę np. z firmą ubezpieczeniową,
to zlecenia napływają systematycznie.
A zlecenie od zdradzanego męża bądź
żony jest jednorazowe – mówi Bartosz
Weremczuk, prywatny detektyw, członek
zarządu sieci agencji detektywistycznych
Lampart Group.

Okazuje się, że zlecenia gospodarcze
są bardziej intratne, bo szkody dla
przedsiębiorstwa może przecież generować
każdy, z kim przedsiębiorca
współpracuje: zarówno podmioty zewnętrzne,
ze strony których można

się spodziewać prób wyłudzenia, kradzieży
bądź niezapłacenia za towar czy
usługę, jak i personel, który biznesmen
zatrudnia w swojej firmie.
            

 

– Wielu firmom trzeba uświadomić
potrzebę korzystania z usług agencji
detektywistycznej. W ten sposób mogą
udowodnić niesubordynację pracownika,
a pozyskane dowody wykorzystać
przeciwko niemu np. w sprawie
sądowej – stwierdza detektyw. – Ostatnio
dostarczyłem zleceniodawcy dowody,
z których wynika, że jego pracownik
oficjalnie przebywający na
zwolnieniu lekarskim, wykorzystywał
w tym czasie służbowy samochód,
pracując dla konkurencyjnej firmy.
Niedawno
podobne zlecenie wykonywałem
również dla prezesa przetwórni
pieczarek, któremu non stop chorował
kierownik zmiany. De facto pracował
nad uruchomieniem własnej firmy,
oczywiście stanowiącej konkurencję
w stosunku do swojego dotychczasowego
pracodawcy – dodaje.

 

 

 

   

  Jak przyznaje detektyw, najwierniejszymi
  klientami agencji detektywistycznych
  są instytucje finansowe
  z racji wielu wyłudzeń, których dopuszczają
  się ich klienci. Poza tym detektywom
  nie brakuje również zleceń od
  firm transportowych (kradzież paliwa)
  oraz wynajmujących magazyny.

 

  – Bywa tak, że magazynier potrafi
  być odpowiedzialny za wszystko: za
  wydanie, załadowanie i przyjęcie towaru,
  za dokumenty i plombowanie
  samochodów i na dodatek sam siebie
  kontroluje. Tymczasem wystarczy, że
  dogada się z kierowcą i obaj są w stanie
  wywieźć praktycznie każdą partię
  towaru – ostrzega Bartosz Weremczuk.

 

          
     

 

       Prawda kosztuje
          Zdarzyło mi się, że w jeden
          dzień zarobiłem 300 tys. zł.
          Tyle że w akcji brało udział
          150 osób. To było ogromne
          wyzwanie logistyczne.
          Niektórzy zleceniodawcy,
          oprócz ponoszenia kosztów za
          dzienną stawkę naszej ekipy,
          sami decydują się na premię
          w przypadku pozytywnego
          rozwiązania ich sprawy. Chcą
          nas w ten sposób dodatkowo
          zmotywować.

         Krzysztof Rutkowski,
          właściciel biura
          detektywistycznego
          Rutkowski

  – Zajmujemy się też wykroczeniami      dotyczącymi ujawniania tajemnicy        służbowej, sprzedaży informacji oraz    wzorów zastrzeżonych, a także ochroną    marki, czyli wykrywaniem i eliminacją    produkcji albo handlu nielegalnym  towarem danego producenta. Bywają  takie sytuacje, że firmy podszywają się  pod siebie.
 Jeden z producentów paluszków
 twierdził na przykład, że należy do  znanej grupy producenckiej. Paluszki  wyglądały i smakowały prawie  identycznie. Takich spraw jest dużo.  Oczywiście, można zlecić je do  wyjaśnienia  policji, tylko że wówczas  proces  dochodzeniowy będzie trwał  średnio trzy razy  dłużej niż u nas –  stwierdza  detektyw. Większość agencji  detektywistycznych nie posiada  sztywnych    cenników na swoje usługi.  Cena ustalana  jest indywidualnie dla  każdego zlecenia.
 Ile może wynosić maksymalnie?


 – Zdarzyło mi się, że w jeden dzień
 zarobiłem 300 tys. zł. Tyle że w akcji
 brało udział 150 osób. To było ogromne
 wyzwanie logistyczne.
 Niektórzy zleceniodawcy,oprócz  ponoszenia  kosztów za dzienną stawkę  naszej ekipy,  sami decydują się na  premię w  przypadku pozytywnego  rozwiązania ich  sprawy. Chcą nas w ten  sposób dodatkowo  zmotywować


 – mówi Krzysztof Rutkowski,
 właściciel biura detektywistycznego
 Rutkowski. – Mamy ustalone  szacunkowe stawki za niektóre zlecenia.  Za odnalezienie skradzionego  samochodu pobieramy 10-15 proc. jego  wartości. W przypadku pojazdów  kosztujących do 100 tys. zł premia  wynosi  15 proc., powyżej 100 tys. zł –  10 proc. Do  tego dochodzi dzienna  stawka w  wysokości 1-1,5 tys. zł –  dodaje.

  Liczy się doświadczenie
 Panuje przekonanie, że najlepszymi
 detektywami są byli policjanci. Wielu
 właścicieli agencji detektywistycznych
 jest wręcz zdania, że zatrudnienie
 osoby, która nie przeszła przeszkolenia
 w policji, mija się z celem. Twierdzą,
 że nawet wiedza zdobyta w szkołach
 ochroniarskich nie przyniesie  oczekiwanych
 rezultatów, bo umiejętności
 potrzebne w zawodzie detektywa  wypracowuje
 się latami w służbach mundurowych.
 Bartosz Weremczuk widzi
 jedną, ale zasadniczą wadę detektywów-
 byłych policjantów.

    – Popełniają wiele błędów, bo zapominają,
    że już w policji nie pracują,
    a co się z tym wiąże, nie mają wielu
    uprawnień. Detektyw w ramach swoich
    uprawnień może jedynie przetwarzać
    bez uzyskania zgody dane osobowe
    tych, którzy są przedmiotem zlecenia.
    Byli policjanci wciąż się dziwią, że nie
    można zakładać podsłuchów czy GPS
    – stwierdza. – Tymczasem to wcale nie
    jest potrzebne. Wiele spraw rozwiązuję
    dzięki umiejętnościom socjotechnicznym
    i kreatywności. Bo np. właściciela
    numeru telefonu można ustalić na wiele
    sposobów. Często jest tak, że podczas
    spotkania z klientem już wiem, jakie
    jest rozwiązanie sprawy. Później muszę
    tylko zebrać materiał dowodowy.

 

    Być jak detektyw
    Oczywiście, nie każdy może zostać
    detektywem. Żeby wykonywać taki
    zawód, trzeba mieć predyspozycje.
    Detektywi muszą być „niewidzialni”,
    reagować albo zbierać materiały dwa
    razy szybciej niż większość osób. Ważne
    jest też, by dostosować swój wygląd
    i zachowanie do sytuacji. Jeżeli detektyw
    ma zdobywać informacje wśród
    biznesmenów, to powinien wyglądać
    jak oni.
    Potrzebna jest także sprawność

    w poruszaniu się samochodem:
    nie tyle szybko, ile w sposób,
    który nie 
zdradzi prowadzonych działań       obserwacyjnych

    Trzeba również mieć pojęcie
    o wykonywaniu zdjęć fotograficznych
    (często w warunkach złego
    oświetlenia, a już na pewno bez używania
    lampy błyskowej) czy realizowaniu
    nagrań kamerą wideo.

 



 Zdobyte w ten sposób materiały są przecież  często wykorzystywane podczas rozprawy
 sądowej jako materiał dowodowy.
 W zawodzie detektywa duże znaczenie
 mają praca w grupie i podział
 obowiązków. Od sprawnej organizacji
 zadań i od liczby pracowników zależy
 to, ile spraw można prowadzić jednocześnie,
 co w konsekwencji przekłada
 się na wysokość zarobków.
 – Obserwacji przeważnie nie da się
 prowadzić w pojedynkę, potrzebne są
 minimum dwie osoby. Załóżmy, że osoba,
 którą śledzimy, jedzie samochodem,
 nagle zatrzymuje się, a detektyw nie ma
 możliwości zaparkowania w pobliżu. Jeśli
 są to dwie osoby, to jedna wysiada i kontynuuje
 obserwację, a drugi szuka wolnego
 miejsca parkingowego – mówi Bartosz

 

 

Weremczuk. – Choć niejednokrotnie
i dwie osoby to za mało.
Prowadząc kilkudniową obserwację, 
detektywi muszą się przecież
zmieniać, aby nie wzbudzać podejrzeń.
Nie zawsze wystarczy zmiana ubrań,
założenie bądź zdjęcie czapki czy okularów.
Trzeba być bardzo ostrożnym,
bo jeśli obserwowany 
zorientuje się,
że jest przedmiotem 
obserwacji,
całe śledztwo może 
pójść na marne.
Taka osoba na pewno

nic niewłaściwego tego dnia już nie zrobi
i z pewnością będzie zachowywała się
ostrożniej niż zazwyczaj – dodaje.
Oprócz umiejętności organizacji zadań,
właściciel agencji detektywistycznej
musi dodatkowo umieć negocjować
umowy, zainteresować klienta i przedstawić
mu ryzyko, jakie wiąże się ze zleceniem.
Może zdarzyć się i tak, że np.
żona podejrzewa, że zdradza ją mąż,
bo znika w weekendy nie mówiąc jej,
dokąd idzie i po co. Okazuje się jednak,
że w tym czasie remontuje ich wspólny
wakacyjny domek, by zrobić jej niespodziankę.
Zdrady nie ma, ale detektyw
pracę wykonał i zapłata mu się przecież
należy.
– Informacja jest jak towar. Klient dostaje
ją w zamian za pieniądze. Jeśli nie
chce zapłacić, piszemy pozew do sądu
– mówi detektyw.
Na co jeszcze musi być przygotowany
detektyw?
– Na pracę przez całą dobę w dowolnym
rejonie kraju, a często i poza nim.
Na nocleg w samochodzie albo długotrwałe
wyczekiwanie w szczerym polu,
a zimą ogrzewanie się w aucie – wylicza
Weremczuk. – To wyczerpująca praca,
ale przynosi wiele satysfakcji, także finansowej.

Anna Smolińska

Źródło: Własny Biznes Franchising (numer 3/2015)
https://www.facebook.com/Wlasny.Biznes.FRANCHISING